Opowiedz o: Marysia Jerzyk
PRAWDZIWY BÓL POTRZEBUJE CISZY
Chwila, w której dowiedziałam się o śmierci Marysi była najgorsza w moim życiu. To było jak grom z jasnego nieba, nie do ogarnięcia rozumem i uczuciami. Niewiele pamiętam… Przez kolejnych pięć miesięcy nie było mnie, po prostu zniknęłam z życia… Ciągle towarzyszyło mi to koszmarne pytanie – dlaczego? I brak odpowiedzi… Pewnego dnia pojechałam na miejsce wypadku, zebrałam z drogi kamyki i powiedziałam – chodź Maryniu ze mną do domu, tam jest Twoje miejsce, będziesz z nami. Po pewnym czasie rozsypałam kamyki po ogrodzie i mówiłam – teraz jesteś wolna, wróciłaś tam, gdzie człowiek powinien wrócić, do swojego prawdziwego domu… Ten symbol był mi potrzebny, był jednym ze sposobów ukojenia bólu. Miałam straszne pretensje do Pana Boga. Nie mogłam Mu darować, że tak strasznie mnie zranił i doświadczył. Dlaczego to zrobił, przecież tak bardzo Mu wierzyłam? Najgorsze były poranki, gdy po snie wracała rzeczywistość. I wtedy mówiłam Mu, ze to już koniec, żeby mi darował i na tragiczne doświadczenie wybrał kogoś innego, bo ja kolejnego bólu już nie zniosę…
A Marynia jest z nami w każdej chwili. W jadalni powiesiliśmy jej piękny portret.
Artykuł z „KURIERA SŁUPSKIEGO” z 28 pazdziernika 2010






Linki...
Profil na portalu nasza-klasa.pl:
http://nasza-klasa.pl/profile/14311728
