Może jest tak, że zmarli za bramami śmierci – nie czekają, odwrócili się już od nas, idą gdzieś dalej, patrzą w inną stronę? Rilke w wierszu ”Orfeusz, Eurydyka, Hermes” pisze:
... nawet dotyk polotnego boga,
prowadzącego ją, niezmiernie lekki,
nękał ją niby zbytnia poufałość.
Już rozwiązana jako długie włosy,
ofiarowana jak deszcz, który spadł,
i roztrwoniona jak skarbiec stokrotny.
Była korzeniem już.
I kiedy nagle bóg
zatrzymał ją i krzyknąwszy boleśnie
powiedział: On się obejrzał –,
nic nie pojęła i spytała cicho: Kto?
Ale daleko tam przed jasnym wyjściem
stał ktoś, którego twarzy już nie można
było rozpoznać. Stał i patrzał,
jak na łąkowej smudze ścieżki bóg,
zwiastun o pełnym żałoby spojrzeniu,
milcząc odwrócił się, by iść za ową
postacią, co wracała już drogą tą samą,
krokiem spętanym przez wstęgi całunu,
niepewnie, cicho, bez niecierpliwości.
Ale może jest inaczej? Urszula Kochanowska w wierszu Leśmiana prosi Boga, żeby dla niej odtworzył jej rodzinny dom: „... kubek w kubek, jak nasz – Czarnolaski”. Prośba zostaje spełniona:
„... Oto są – sprzęty, a oto – donice.
Tylko patrzeć, jak przyjdą stęsknieni rodzice!
I ja, gdy gwiazdy do snu poukładam w niebie,
Nieraz do drzwi zapukam, by odwiedzić ciebie!”
Dziewczyna z wielką radością przygotowuje się na powitanie gości:
o świcie „słychać kroki i do drzwi pukanie...
Więc zrywam się i biegnę! Wiatr po niebie dzwoni!
Serce w piersi zamiera... Nie!... To – Bóg, nie oni!...”
A więc jednak – nieustająca pamięć, czułość, ból rozłąki, tęsknota. Także t a m? Maniu, jak jest naprawdę?
Za bramami śmierci
Michaelis 2 Listopad 2009
... nawet dotyk polotnego boga,
prowadzącego ją, niezmiernie lekki,
nękał ją niby zbytnia poufałość.
Już rozwiązana jako długie włosy,
ofiarowana jak deszcz, który spadł,
i roztrwoniona jak skarbiec stokrotny.
Była korzeniem już.
I kiedy nagle bóg
zatrzymał ją i krzyknąwszy boleśnie
powiedział: On się obejrzał –,
nic nie pojęła i spytała cicho: Kto?
Ale daleko tam przed jasnym wyjściem
stał ktoś, którego twarzy już nie można
było rozpoznać. Stał i patrzał,
jak na łąkowej smudze ścieżki bóg,
zwiastun o pełnym żałoby spojrzeniu,
milcząc odwrócił się, by iść za ową
postacią, co wracała już drogą tą samą,
krokiem spętanym przez wstęgi całunu,
niepewnie, cicho, bez niecierpliwości.
Ale może jest inaczej? Urszula Kochanowska w wierszu Leśmiana prosi Boga, żeby dla niej odtworzył jej rodzinny dom: „... kubek w kubek, jak nasz – Czarnolaski”. Prośba zostaje spełniona:
„... Oto są – sprzęty, a oto – donice.
Tylko patrzeć, jak przyjdą stęsknieni rodzice!
I ja, gdy gwiazdy do snu poukładam w niebie,
Nieraz do drzwi zapukam, by odwiedzić ciebie!”
Dziewczyna z wielką radością przygotowuje się na powitanie gości:
o świcie „słychać kroki i do drzwi pukanie...
Więc zrywam się i biegnę! Wiatr po niebie dzwoni!
Serce w piersi zamiera... Nie!... To – Bóg, nie oni!...”
A więc jednak – nieustająca pamięć, czułość, ból rozłąki, tęsknota. Także t a m? Maniu, jak jest naprawdę?